Diagnoza: Nerwica

Hej! Minęło trochę czasu od kiedy napisałam ostatniego posta. Dzisiaj czuję się o wiele lepiej. Przed chwilą wróciłam z terapii. Ogólnie od czasu moich poprzednich wpisów sporo się wydarzyło. Świrowałam z bezsennością, potem nad nią zapanowałam, a później zaczęłam doświadczać ataków stresów i jakichś dzikich somatyzacji za dnia. Idąc na uczelnię czułam, że coś miażdży mi czoło, zatoki i oczodoły. Drętwiało mi całe ciało i czułam się tak, jakby mnie nie było. Bardzo się bałam, o co chodzi? Okazało się, że to nerwica. Fakt, rodzice i chłopak cały czas mi truli, że to stresowe, ale jakoś raźniej się czuję mając na to nazwę.

Czuję się, jakby ktoś zdjął ze mnie duży ciężar. Teraz wiem, że to, co się ze mną dzieje jest kompletnie normalne (zagadnienie normalności jest dla mnie dość kluczowe). Można powiedzieć, że czuję się teraz dobrze! W ogóle, studia sprawiają mi dużo przyjemności, mimo mojego niekiedy przytłaczającego stanu. Dzisiaj na przykład miałam wstęp do filozofii, na którym omawialiśmy zagadnienie prawdy. Jutro wf (unihokej!), kartkówka z matematycznych podstaw kognitywistyki i wstęp do logiki. No i wieczorem do domku...

Jestem dumna z wielu rzeczy, które udało mi się zrobić. Nie ominęłam jak dotąd żadnych zajęć. Ale z drugiej strony jakbym nawet ominęła, to nic by się nie stało. JASNE? Nie napędzajmy nerwicy... Oczywiście, że ominięcie zajęć to nic złego :) :) :) (tak, próbuję to sobie wmówić).  Wyrobiłam się też ze wszystkimi zadaniami domowymi na czas, chociaż autorzy niektórych z nich powinni, cytując pewną znaną serię z youtube'a, zapierdalać na galerach. Serio, spędziłam czas na przykład na animowaniu kulki spadającej z górki w ramach kierunku kognitywistyka. I jeszcze obniżono mi punkty, bo plik się nie otwierał. Szkoda gadać. Skończę to tymi słowami bo mam irracjonalną obawę, że gość od technologii informacyjnych kiedyś znajdzie tego bloga i przeczyta ewentualne niemiłe wywody.

Powoli już też ogarniam tutaj codzienną rutynę, piorę ubranka, umiem wejść do kuchni, mimo że ktoś w niej jest (nawet nie wiecie, jakie to trudne), a co za tym idzie - coś tam ugotuję, odkurzyłam podłogę i wytrzepałam łóżko ubrudzone ziemią z podłogi. Usunęłam też przyczynę - ściągam buty przed wejściem do pokoju. Teraz bez obaw mogę rzucać ciuchy i ręczniki na podłogę. Pełnia życia. Powiesiłam też sobie w pokoju dwa plakaty z Twin Peaks, żeby poczuć się bardziej swojsko.

To chyba byłoby na tyle. Muszę powoli zbierać się spać, bo terapia odbyła się stosunkowo późno i przed chwilą wróciłam do pokoju. Dobranoc!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Drugi wpis.

Nerwica, asperger, HSP, czy co?