Drugi wpis.
Hej. Dalej jestem nieszczęśliwa i mam ochotę płakać. Słucham jak ludzie gadają na korytarzu i trochę mnie to denerwuje. Mają jedne z najbardziej irytujących typów głosów, jakie słyszałam. Wczoraj przez to memłanie nie mogłam zasnąć i ostatecznie przespałam tylko 3 godziny. Powinnam zwrócić im uwagę, że jest cisza nocna, ale niestety jestem jaka jestem. Dzisiejszy dzień był okropny. Chyba najgorszy ze wszystkich, jakie przeżyłam w tym koszmarnym tygodniu. W tym wpisie spróbuję wam naświetlić dlaczego.
Dzisiaj rano obudziłam się o szóstej po trzech godzinach snu. Czułam się okropnie. Miałam jechać na wf, który odbyć miał się na ulicy Zagajnikowej. Jedzie się tam GODZINĘ z przesiadkami. No, godzinę tylko w teorii. Ja dzisiaj jechałam do tej zjebanej lokacji półtorej godziny. Musiałam jeszcze targać się przez jakiś las. W końcu zagajnik, hehe. Na umówione spotkanie organizacyjne z wf-u nawet nie poszłam, uznałam, że nie ma szans żeby zobaczyli mnie tam kiedykolwiek po raz drugi. Trochę się załamałam.
Bardzo dzisiaj panikowałam z powodu tej nieprzespanej w sumie nocy. Było mi słabo i cały czas czuję, że balansuję na skraju ataku paniki. Właściwie mam wrażenie, że przez ostatni tydzień nieustannie przechodzę jeden długi kryzys. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek mi przejdzie. Czekałam na te studia tak długo, a teraz okazują się dla mnie najgorszym koszmarem. Szczerze powiedziawszy kusi mnie by je rzucić i przez ten rok np. pracować w swoim rodzimym mieście. Kiedy o tym myślę to czuję, że byłabym taka szczęśliwa. Dzisiaj wieczorem jadę na weekend do domu i na myśl, że w niedzielę wracam znów tutaj pęka mi serce.
Czarę goryczy przelało pozornie niewinne zdarzenie, mianowicie chamska baba z dziekanatu. Wiadomo, że one prawie nigdy nie są jakieś miłe, ale biorąc pod uwagę moje ogólne samopoczucie nie mogłam już dłużej wytrzymać. Płakałam przez całą godzinę wracając do domu, nie zważając nawet na ludzi wokół. Zresztą, kiedy próbowałam przestać okazywało się to niemożliwe, bo mimowolnie z moich oczu leciały łzy wielkie jak grochy.
Najbardziej boli mnie chyba to, że jestem tu zupełnie sama. Nie mam z kim pogadać i się wyżalić. Nikt mnie nie przytuli po dniu spędzonym na uczelni. Nie mam nawet kota, który by mnie potrzebował, by zostać pogłaskanym. Nie jestem osobą, która szuka nowych znajomości. Nie wiem, jak sobie tu poradzę. Miasto wydaje mi się brzydkie, a ludzie chamscy. Boję się, że nie dam rady skupić się na nauce. Czuję, że nie mam w życiu żadnych przyjemności. Ale przecież mogło być gorzej. Tylko czy to pocieszenie? Jutro to gorzej może przydarzyć się mi. Nawet pisząc tego posta płaczę. Dlaczego to sobie zrobiłam?
Komentarze
Prześlij komentarz